Informacje Tomaszów Lubelski, powiat tomaszowski

dziś
jutro
Poniedziałek, 4 maja Moniki, Floriana
Featured

40 lat temu doszło do katastrofy w Czarnobylu. Mieszkańcy Tomaszowa pamiętają tamten strach

fot. archiwum elektrowni jądrowej w Czarnobylu
fot. archiwum elektrowni jądrowej w Czarnobylu

Mija 40 lat od jednej z największych katastrof XX wieku. W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku w czwartym reaktorze Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej doszło do eksplozji, której skutki odczuła niemal cała Europa. Radioaktywna chmura dotarła także nad Polskę, a mieszkańcy wschodnich regionów - również powiatu tomaszowskiego - przez wiele dni żyli w niepewności i strachu.

Katastrofa w Czarnobylu nie była skutkiem jednego błędu ani nagłej awarii. Była efektem serii decyzji, zaniechań i eksperymentu, który miał poprawić bezpieczeństwo pracy reaktora, a doprowadził do tragedii o niewyobrażalnej skali.

Test, który miał zwiększyć bezpieczeństwo

25 kwietnia 1986 roku operatorzy rozpoczęli planowe obniżanie mocy reaktora numer IV. Celem było przeprowadzenie testu bezpieczeństwa - sprawdzenia, czy po utracie zasilania turbina będzie w stanie jeszcze przez kilkadziesiąt sekund zasilać pompy chłodzące rdzeń, zanim uruchomią się awaryjne generatory diesla.

Problem w tym, że test był już wcześniej kilkukrotnie przekładany, a reaktor przez wiele godzin pracował w niestabilnym zakresie mocy. W jego wnętrzu gromadził się ksenon-135 - izotop, który utrudniał kontrolowanie reakcji jądrowej. Układ stawał się coraz mniej przewidywalny.

Wieczorem dyspozytor z Kijowa wstrzymał planowane wyłączenie reaktora, bo sieć energetyczna nadal potrzebowała prądu. Eksperyment przesunięto na noc. To właśnie wtedy uruchomiono ciąg wydarzeń, którego nie dało się już zatrzymać.

Sterownia IV energobloku Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej fot. napromieniowani.plSterownia IV energobloku Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej fot. napromieniowani.pl

Noc, która wymknęła się spod kontroli

Po północy do sterowni weszła nocna zmiana. To ona miała przeprowadzić test, choć część operatorów nie była do niego odpowiednio przygotowana. Moc reaktora zaczęła gwałtownie spadać. Aby ją podnieść, operatorzy niemal całkowicie wysunęli pręty kontrolne - łamiąc podstawowe zasady bezpieczeństwa.

Reaktor znalazł się w skrajnie niestabilnym stanie.

O godzinie 1:23 rozpoczęto eksperyment. Odcięto dopływ pary do turbiny. Spadł przepływ wody chłodzącej, temperatura zaczęła szybko rosnąć, a w rdzeniu pojawiało się coraz więcej pary wodnej. W reaktorze typu RBMK oznaczało to jedno - zamiast spadku mocy następował jej wzrost.

Gdy operator Leonid Toptunow nacisnął przycisk awaryjnego wyłączenia AZ-5, było już za późno.

Pręty kontrolne, które miały zatrzymać reakcję, zadziałały odwrotnie. Ich grafitowe końcówki na krótką chwilę jeszcze bardziej zwiększyły moc. W ciągu kilku sekund reaktor wszedł w stan niekontrolowanej reakcji.

Moc wzrosła gwałtownie do poziomu wielokrotnie przekraczającego dopuszczalne normy. Doszło do dwóch potężnych eksplozji. Pokrywa reaktora została wyrwana, a budynek rozerwany. Do atmosfery uwolniono ogromne ilości materiałów promieniotwórczych.

Pierwsi na miejscu byli strażacy

Kilka minut po wybuchu pod elektrownię dotarli strażacy. Nie wiedzieli, że gaszą pożar przy otwartym reaktorze jądrowym. Wchodzili na dach, rozwijali węże, gasili ogień i próbowali nie dopuścić do przeniesienia się pożaru na kolejne bloki.

Działali bez świadomości, że wokół nich znajduje się śmiertelne promieniowanie.

Pierwsze objawy choroby popromiennej pojawiły się już po kilkudziesięciu minutach. Strażacy trafiali do szpitali z poparzeniami, wymiotami i gwałtownym osłabieniem. Wielu z nich zmarło w kolejnych tygodniach.

To właśnie oni powstrzymali pożar, który mógł doprowadzić do jeszcze większej katastrofy.

Kadr z serialu Kadr z serialu

Radioaktywna chmura dotarła także nad Tomaszów

Informacja o wybuchu nie dotarła do Polski oficjalną drogą. Najpierw były pogłoski, później informacje przekazywane z ust do ust - z zagranicznych rozgłośni, od znajomych, od ludzi słuchających zachodnich stacji radiowych.

Oficjalne media PRL przez pierwsze dni milczały.

Tymczasem radioaktywna chmura przesuwała się już nad Europą. Dla mieszkańców wschodniej Polski, także powiatu tomaszowskiego, zagrożenie nie było abstrakcyjne. Ukraina znajdowała się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy.

28 kwietnia pomiary wykazały wyraźny wzrost promieniowania. Dzień później rozpoczęto podawanie dzieciom płynu Lugola. W szkołach i przychodniach ustawiały się kolejki. Dzieci dostawały ciemny, gorzki płyn w plastikowych kubeczkach. Dorośli w większości musieli radzić sobie sami.

W sklepach zaczęło brakować podstawowych produktów. Ludzie nie wiedzieli, czy zagrożenie już minęło, czy dopiero nadciąga. To właśnie brak informacji i niepewność były jednym z najbardziej pamiętanych skutków tamtych dni.

Katastrofa, której skutki trwały latami

Po wybuchu ewakuowano około 145 tysięcy ludzi, w tym blisko 50 tysięcy mieszkańców Prypeci. W kolejnych miesiącach do usuwania skutków katastrofy skierowano około 600 tysięcy tzw. likwidatorów - żołnierzy, strażaków, górników i robotników.

To oni gasili pożary, usuwali skażony grafit, budowali betonowy „sarkofag” i oczyszczali teren wokół elektrowni.

Bezpośredniemu skażeniu uległ obszar od 125 do 146 tysięcy kilometrów kwadratowych na pograniczu Ukrainy, Białorusi i Rosji.

Skutki Czarnobyla były odczuwalne przez dekady - nie tylko zdrowotnie, ale też politycznie i społecznie. Katastrofa obnażyła skalę dezinformacji i na trwałe zmieniła podejście świata do energetyki jądrowej.

Opuszczone miasto Prypeć fot. Napromieniowani.plOpuszczone miasto Prypeć fot. Napromieniowani.pl

Czy dziś jest się czego obawiać?

Dziś poziom promieniowania w Polsce jest stale monitorowany. Każdy może sprawdzić go w Systemie Krajowego Monitoringu Sytuacji Radiacyjnej prowadzonym przez Państwową Agencję Atomistyki. Sieć stacji pomiarowych na bieżąco analizuje sytuację radiacyjną w całym kraju.

Takie stację działają także w Machnowie Nowym i Hulczach stale monitoruje poziom promieniowania przy granicy. Obecne wskazania utrzymują się na poziomie naturalnego tła promieniowania i nie stanowią zagrożenia. W większości punktów pomiarowych w kraju wartości pozostają poniżej 0,1 µSv/h, co jest normą.

Czarnobyl nie jest dziś realnym zagrożeniem dla mieszkańców Polski. Pozostaje jednak przestrogą.

To nie tylko historia awarii reaktora. To historia błędów, pychy, przemilczeń i ceny, jaką płaci się za lekceważenie procedur.

Mija 40 lat od katastrofy w Czarnobylu. Jej skutki wciąż są obecne - nie tylko w strefie wykluczenia, ale też w pamięci ludzi, którzy wtedy z niepokojem patrzyli na wschód i czekali na wiadomości.

Podczas przygotowywania materiału sięgnięto również po opracowania publikowane przez twórców strony Napromieniowani.pl, którzy od lat w przystępny i rzetelny sposób opisują historię katastrofy w Czarnobylu, jej techniczne kulisy oraz losy ludzi związanych z tamtymi wydarzeniami. To jedno z najciekawszych polskich źródeł poświęconych energetyce jądrowej, promieniowaniu i historii Czarnobyla - pełne faktów, analiz oraz ciekawostek. Twórców można śledzić także na Facebooku: Napromieniowani.

Co o tym myślisz?
Wszystkich odpowiedzi: 0

10000 Pozostało znaków