Informacje Tomaszów Lubelski, powiat tomaszowski

dziś
jutro
Sobota, 29 sierpnia Jana, Sabiny

WP ujawnia dlaczego w powiecie tomaszowskim nie zdążono uruchomić syren

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne
Featured

Dyżurny odpowiedzialny za prowadzenie nasłuchu przebywał w domu i nie zdążył dotrzeć do radiostacji w budynku starostwa. Zanim przyjechał na miejsce, alarm został już odwołany – ustaliła Wirtualna Polska.

Powiat tomaszowski znalazł się wśród dziesięciu powiatów województwa lubelskiego, w których nie uruchomiono syren po ogłoszeniu zagrożenia z powietrza. Podczas konferencji prasowej wojewoda lubelski Krzysztof Komorski wskazał ogólne problemy w systemie alarmowania, nie wyjaśnił jednak, co dokładnie wydarzyło się w powiecie tomaszowskim.

Szczegóły tej sprawy ujawniła teraz Wirtualna Polska. Według ustaleń portalu pracownik pełniący dyżur czuwał z domu, natomiast radiostacja niezbędna do odbierania komunikatów znajduje się w budynku Starostwa Powiatowego w Tomaszowie Lubelskim. Dyżurny nie zdążył dotrzeć na miejsce przed odwołaniem alarmu.

Dyżurny miał 15 minut na dojazd

Jak opisuje WP, procedura przewiduje, że po otrzymaniu informacji o konieczności prowadzenia nasłuchu dyżurny ma 15 minut na dotarcie do radiostacji. Problem w tym, że osoby pełniące dyżury mogą mieszkać kilka lub kilkanaście kilometrów od urzędu.

Tak właśnie miało być w przypadku powiatu tomaszowskiego. Zanim pracownik dotarł do budynku starostwa, informacja o zagrożeniu została już odwołana.

Nie ma możliwości w 15 minut nawet z terenu Tomaszowa, żeby się ubrać, dojechać i włączyć radio do nasłuchu – powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską starosta tomaszowski Henryk Karwan.

Starosta zwrócił uwagę, że obecny system może działać sprawnie tylko wtedy, gdy dyżurny będzie stale przebywał w urzędzie, a nie oczekiwał na wiadomość w domu.

W wydziale pozostało dwóch pracowników

Z informacji przekazanych Wirtualnej Polsce wynika również, że w wydziale odpowiedzialnym za bezpieczeństwo i zarządzanie kryzysowe sytuacja kadrowa jest trudna.

Henryk Karwan poinformował, że wcześniej były tam trzy etaty, ale po przejściu jednej osoby na emeryturę pozostało dwóch pracowników. Do pełnienia dodatkowych dyżurów wyznaczani mają być między innymi dyrektorzy innych wydziałów.

Żeby działało to sprawnie i skutecznie, muszą być dodatkowe pieniądze, musi być zwiększona liczba etatów – stwierdził starosta tomaszowski, cytowany przez WP.

Syreny uruchomiono tylko w siedmiu powiatach

Do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej doszło nad ranem 30 lipca. Rosyjski pocisk Ch-101 spadł w pobliżu Tarnawy-Kolonii w powiecie biłgorajskim.

Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego około godz. 3:09 otrzymało informację o konieczności prowadzenia nasłuchu. O godz. 3:39 Rządowe Centrum Bezpieczeństwa poinformowało o realnym zagrożeniu, a kilka minut później rozpoczęto procedurę uruchamiania syren.

Alarmem objęto 17 powiatów województwa lubelskiego. Syreny uruchomiono w Lublinie oraz w powiatach: lubelskim, hrubieszowskim, zamojskim, janowskim, świdnickim i krasnostawskim.

Nie zawyły natomiast w Chełmie i Zamościu oraz w powiatach: biłgorajskim, włodawskim, puławskim, tomaszowskim, chełmskim, opolskim, łęczyńskim i kraśnickim.

W innych miejscach zawiedli ludzie i procedury

Wirtualna Polska opisała także przyczyny problemów w innych częściach województwa. W powiecie puławskim pracownik nie usłyszał wiadomości SMS i nie obudził się. W powiecie kraśnickim dyżurny próbował przed podjęciem decyzji skontaktować się ze swoim przełożonym.

W powiecie biłgorajskim polecenie uruchomienia syren trafiło do dyżurnego strażaka o godz. 3:49, czyli cztery minuty po upadku pocisku w Tarnawie-Kolonii. Według informacji uzyskanych przez WP ostrzeżenie dotarło więc zbyt późno, aby mieszkańcy mogli zostać poinformowani przed eksplozją.

Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski przyznał, że system wczesnego alarmowania i ostrzegania nie zadziałał tak, jak powinien. Zapowiedział również zmiany, które mają skrócić czas pomiędzy otrzymaniem informacji o zagrożeniu a uruchomieniem syren.

System ma być sterowany z poziomu województwa

Docelowo część syren ma być uruchamiana bezpośrednio przez Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego, bez oczekiwania na reakcję pracowników w poszczególnych powiatach.

Obecnie na terenie województwa lubelskiego działa 364 syreny, ale jedynie 164 można włączyć zdalnie. Do pozostałych urządzeń nadal musi dotrzeć osoba odpowiedzialna za ich obsługę. Planowany jest zakup kolejnych 200 nowoczesnych syren.

Do czasu wprowadzenia zmian w powiecie tomaszowskim nadal będzie obowiązywał dotychczasowy system: wiadomość lub telefon w środku nocy oraz 15 minut na dotarcie do radiostacji znajdującej się w starostwie.

Na drony jesteśmy dziurawi, na rakiety jesteśmy dziurawi. Syreny są elementem tego systemu ochrony ludności i to też nie działa tak, jak powinno – podsumował Henryk Karwan w rozmowie z Wirtualną Polską.

10000 Pozostało znaków


Co o tym myślisz?
Wszystkich odpowiedzi: 0